Witam serdecznie! Opowiadanie publikowane na tym blogu jest związane z inną historią. Tutaj to Peter gra pierwsze skrzypce, w tamtej historii narratorem jest Alicia. W menu powyżej znajduje się link do tamtej historii, skądinąd pisanej przeze mnie nieco wcześniej. Pozdrawiam, loverine.

sobota, 11 marca 2017

Po raz ostatni.

Niebo tego dnia było bezchmurne. Warunki na stoku idealne. Nie byliśmy tam po raz pierwszy. Jechaliśmy na górę kolejką liniową. Alicia oglądała swoje narty sprawdzając je niczym zawodowiec. Uśmiechałem się szeroko.
- Dlaczego tak głupio się uśmiechasz? - zapytała wreszcie.
- Muszę powiedzieć Goranowi, że jeśli będzie szukał technicznego do nart to powinien do ciebie zadzwonić - odparłem, na co tylko się wyszczerzyła i uderzyła mnie pięścią w ramię.
- No nie wiem czy właśnie kogoś takiego Goran może szukać - odparła tajemniczo i odwróciła wzrok na szczyt, na który zmierzaliśmy.
- Zamówiłem stolik w restauracji na wieczór - powiedziałem.
- To dobrze, bo w sumie będziemy mieli co świętować - powiedziała i nie zdążyłem dopytać bo wagonik dotarł do celu i wyszliśmy popychani przez dzieciaki, które z nami jechały na zewnątrz.
- Co będziemy świętować? - zapytałem kiedy wkładaliśmy narty.
- Dowiesz się wieczorem - uśmiechnęła się do mnie - Możliwe, że będzie to podwójne świętowanie, kiedy z tobą wygram i zjadę pierwsza na dół.
To powiedziawszy odepchnęła się kijkami i widziałem jak zjeżdża w dół. Nawet nie zapiąłem drugiej narty, dlatego kiedy byłem gotowy jej już nie było w zasięgu wzroku. Nie mniej znałem te trasę, byliśmy tu kilka razy. Nie dotarłem jednak do podnóża góry, podobnie jak i Alicia. Następnym co widziałem to jej ciało leżące bezwładnie. Później dni płynęły dla mnie niczym minuty do chwili kiedy otworzyła oczy i było już jasne, że to nie jest moja żona.

Upadasz i zaraz potem powstajesz. Jak małe dziecko uczące się chodzić robisz niepewnie kolejne kroki. Ja sam nie miałem pojęcia, że w momencie kiedy wydawało mi się, że nie dam rady już wstać rozwiązanie moich problemów było tak blisko. W chwili kiedy upadłem najniżej bez nadziei zmiany na lepsze.
Mój upadek okazał się bardzo efektowny, choć nie wiedziałem jakie to uczucie przepełniło tego dnia. Byłem wykończony w sensie psychicznym i fizycznym. Tego dnia nie miałem sił wstać z łóżka, Az do chwili kiedy usłyszałem ten głos.
- Peter – wołała Mina i początkowo uznałem to za znak totalnego wycieńczenia. Nawet poczułem żal do samego siebie, że słyszę właśnie jej głos, a nie głos Alicii. Jakby mój mózg starał się usunąć ją z mojego serca.
- Peter otwórz, wiem, że jesteś w domu  - zmarszczyłem brwi – Musimy porozmawiać.
- Kurwa – powiedziałem do siebie. O czym chciała ze mną rozmawiać. Na szczęście paparazzi mieli zakaz zbliżania się do mojego domu i całe szczęście, że Cene to załatwił ponieważ teraz mieliby dopiero o czym pisać.
Nieustępliwie mnie nawoływała, dlatego zmusiłem sie do wstania. Zakręciło mi się w głowie kiedy tylko gwałtownie się podniosłem. Przytrzymałem się ściany uważnie schodząc na dół. Nie mogłem powstrzymać ataku śmiechu. Właściwie to tego dnia sam nad sobą nie panowałem.
Mówiła do mnie ale jej nie słyszałem, choć stała zaledwie o kilka metrów dalej. Widziałem jak otwiera usta i wymachuje rękoma. Może jak inni miała mnie dość, czuła odrażę i użalała się nade mną.
- Wyjdź stąd, wyjdź! – powiedziałem – Nie jesteśmy do kurwy nędzy przyjaciółmi, nie wiem czego tu szukasz. Jeśli chodzi o rewanż za tamto to się spóźniłaś.
Mówiłem bardziej do siebie niż do niej. I wtedy to poczułem.
Zszedłem na dół do piwnicy. To było jakby w moich żyłach płynęła adrenalina i nic więcej. Tak jak wcześniej nie miałem sił aby utrzymać się na nogach czy skupić na czymś uwagę tak teraz doskonale wiedziałem jaki mam cel.
Byłem w pokoju, który widział chyba każdy kto nas odwiedzał. Byłem taki dumny pokazując te wszystkie puchary i medale. Od tych z czasów najmłodszych po niedawne triumfy. Zwłaszcza te ostatnie napawały mnie wściekłością. Kiedy ja jeździłem po świecie moja żona tu na mnie czekała. Tyle chwil, które mogliśmy spędzić razem zmarnowałem bezpowrotnie. Z tej furii zakręciło mi się w głowie. Chwyciłem nartę, która stała najbliżej i zamachnąłem się mocno. Dzięki adrenalinie zmęczenie ustąpiło miejsca nieznajomemu pobudzeniu. I tylko ta jedna myśl o zmarnowanym czasie była w mojej głowie kiedy niszczyłem to co kiedyś napełniało mnie dumą. Szklane puchary spadały na podłogę i rozpryskiwały się w drobne kawałeczki. Słyszałem dźwięk tłuczonego szkła i metalu obijającego się o drewnianą podłogę. Nie wiem ile to trwało, ale nie zatrzymałem się do czasu, kiedy ściany i półki nie były puste. Puste jak moje życie. Na ustach czułem słonawy posmak, dobrze znanych mi łez. Łez na którymi nie miałem kontroli. Choć nie miałem już kontroli nad niczym. Do tego dołączył inny. Smak rdzy, to była krew. Najwidoczniej odłamki rozcięły mi usta.
Osunąłem się na podłogę kiedy to co wcześniej dawało mi siłę sprawczą przestało działać, a ja poczułem się jak balon z którego uszło powietrze. Skulony patrzyłem na te wszystkie odłamki leżące wokoło. Wtedy usłyszałem kroki na schodach.
- Spieprzaj Mina. Nie potrzebuję twojej litości, w końcu powinnaś się cieszyć, że mam za swoje – wrzasnąłem ostatkiem sił.
Jakaś postać zamajaczyła mi w progu.
- Kurwa, daj mi wreszcie spokój – powiedziałem sądząc, że to Mina.
Wtedy stało się cos najmniej dla mnie realnego. Ujrzałem ją, choć powieki odmawiały wcześniej współpracy. Tak jakby mój organizm się przegrzał, ale teraz poczułem ten sam przypływ energii co chwilę wcześniej. To była Alicia. Omiotłem ją ledwie przytomnym spojrzeniem. Miała blada twarz, brzuch był już widocznie okrągły, a ja poczułem że jest mi niedobrze. Brzydziłem się siebie i wstydziłem się, że ogląda mnie w tym stanie. O ile to była naprawdę ona, a nie wytwór mojego osłabionego umysłu. Późnej wszystko się zatrzymało. Alicia zemdlała, a ja ledwo sam trzymałem się na nogach. Cene udzielał mi ostrej reprymendy, kiedy to Mina musiała mu pomóc wnieść ją na górę, ponieważ ja nie miałem sił aby poruszać własnymi nogami.
- Wiedziałem, że to zły pomysł, ale do jasnej cholery nie miałem pojęcia, że zobaczy cię w takim stanie – mówił chyba już bardziej do siebie. Ja nerwowo machałem nogą, czekając na lekarza. Alicia leżała kilak metrów dalej nadal nieprzytomna.
- Chcieliśmy z mamą najpierw sprawdzić co u ciebie i potem ją tu przywieźć, ale się uparła. No i masz. Byłeś tak zajęty użalaniem się nad sobą, że musiało do czegoś takiego dojść. Gdybyś wtedy mnie z Jurijem nie wyrzucił to wszystko wyglądałoby inaczej.
Zagryzłem zęby. Mówił tak jakbym tego wszystkiego nie wiedział.
- Przestań mnie wreszcie pouczać – powiedziałem zdenerwowany. Gdzie do cholery był ten lekarz.
- Nie zasłużyłeś na to bym przestał. Masz żonę i dziecko w drodze a użalasz się nad sobą, wyglądasz jakbyś zamienił skoki na boks i do tego towarzyszy Ci Mina, więc co sobie mogłem pomyśleć – jęknął Cene. Miny nie było już w pobliżu, wyszła kiedy tylko wnieśli Alicię na górę. Wtedy zadzwonił dzwonek.
- To lekarz, pójdę mu otworzyć – wstałem z fotela.
- Lepiej, żebym ja to zrobił – mój brat wyglądał teraz na człowieka nieznoszącego sprzeciwu.
-To mój dom – powiedziałem bardziej stanowczo, ale Cene mnie odepchnął, tak że z powrotem usiadłem na fotelu.
-Lepiej idź umyj twarz, wyglądasz okropnie i do tego cuchniesz – wykrzywił usta.
- Odpieprz się.
- Chciałbym, ale zależy mi na Tobie jak nam wszystkim, egoistyczny gnojku – kolejny dzwonek do drzwi i Cene pognał w tamtą stronę.
Wtedy spojrzałem na nią. Otworzyła niepewnie oczy a ja znowu poczułem jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Widziałem w jej oczach jak fatalnie muszę wyglądać. Zdążyła powiedzieć moje imię i w pokoju pojawił się lekarz. Odsunąłem się szybko i przemknąłem obok Cene, który nadal gromił mnie wzrokiem. Nie dziwię się mu, to ja byłem temu winny.
Nerwy nie minęły mi do czasu kiedy w klinice lekarz zapewnił nas, że nic się nie stało. Na szczęście.

Wiedziałem, że to niewłaściwe czuć się tak świetnie po tym, jak kilka godzin temu sprawiłem komuś przykrość. Rozstanie z Miną wydało mi się nieuniknione od kiedy tylko poznałem Alicię. Gorszym wydało mi się życie w kłamstwie, a tym byłoby pozostawanie w tym związku z Miną i oszukiwanie siebie oraz jej, że to jest jedyna miłość. Właściwie nie byłem pewny czy to kiedykolwiek była miłość. Bo jak nazwać to co czułem teraz, kiedy patrzyłem w te brązowe oczy, niepewny uśmiech. Nieśmiałe zagryzanie wargi i odgarnianie włosów za ucho. Wszystko to sprawiało, że przewracało mi się w żołądku z radości. Idąc do jej mieszkania czułem większe nerwy i podekscytowanie niż kiedykolwiek wcześniej.
- Peter – wydawał się zaskoczona. W końcu nie zapowiedziałem się z wizytą.
- To ja – wykrzywiłem usta w niepewnym uśmiechu – Załatwiłem to.
- Co takiego? – chyba była zaspana. Na sofie w salonie leżała poduszka i koc. Na stoliku piętrzył się stos papierów.
- Oficjalnie rozstałem się z Miną – powiedziałem na bezdechu. Patrzyłem na nią, jak powoli to do niej dociera. Jak marszczy brwi, a później się uśmiecha, choć niepewnie. W końcu nie czy wypada w tym przypadku być szczęśliwym.
- Ojej, to dobrze – oddycha z ulga i podchodzi do mnie. Czuję ciepło jej skóry przez cienki materiał jedwabnej bluzki na cieniutkich ramiączkach. Jej skóra pachnie słońcem.
- Wiem – nie mogę uwierzyć, że znam ją zaledwie miesiąc. Patrzę w te ciemne oczy i czuję jakbyśmy się znali od zawsze. Jakby w poprzednich życiach to zawsze ona była u mego boku. Właściwie to w tej chwili i wielu kolejnych mam tego pewność. Całujemy się powoli, ale jest inaczej. Lepiej. Wreszcie to wszystko nie jest niewłaściwe. Choć dla mnie już od pierwsze pocałunku, czy spojrzenia było to najwłaściwsze z uczuć.

Od teraz tak wyglądało nasze życie, choć minął zaledwie miesiąc. Dzięki pomocy psychologa jakoś sobie z tym wszystkim radziliśmy. Na szczęście stało się to w porę i wszystko wskazuje na to, że będziemy przygotowani na najważniejszy sprawdzian. Przyjście naszego dziecka na świat. Nasza przyszłość nie przypominała prostej wznoszącej się, były na niej również spadki w dół, ale po każdym ponowne pięcie się w górę. Chyba od samego początku tak było. A mój upadek był chyba ostatnim poważnym załamaniem się tej linii.
Otworzyłem powoli ciężkie powieki. Zamknąłem ja zaraz po chwili, ponieważ nad miejscem gdzie leżałem zawieszona była lampa, której światło mnie oślepiło. Czułem na i ramieniu czyjś ciepły dotyk. To była Alicia, wiedziałem to.
- Peter – powiedziała cicho – wróć do mnie.
Ponowiłem próbę otworzenia oczu, znacznie trudniejsze okazało się poruszenie głową. Sprawiło to, że zakręciło mi się i przed oczyma pojawiły się ciemnozielone plamy.
- Alicia – starałem się wypowiedzieć, choć nie wyszło mi tak dobrze jak chciałem to uśmiechnęła się do mnie.
- Już wszystko pamiętam – słyszę z jej ust i przez chwilę myślę, że to mój mózg płata mi figle, ale po chwili widzę to w jej oczach. W moim brzuchu czuję ucisk ekscytacji. Później przymykam powieki. Łzy toczą się po moich skroniach aż do włosów. Nie wiem czy to z powodu tej nowiny, czy ze względu na to, że światło sponiewierało moje zmęczone oczy.
- To dobrze – mówię z ulgą, choć nie słychać jej w moim zachrypniętym głosie. Tak wiele chciałbym jej teraz powiedzieć, ale nie mam sił. Maszyna przy łóżku wskazuje jak szybko bije teraz moje serce i wiem, że jej bije równie mocno. Biją razem, biją dla siebie. Zapadam w sen, modląc się abym po przebudzeniu nie odkrył, że były to majaki. Cieszyłem się, że wróciła do mnie moja żona, bo nadal wątpiłem czy kiedykolwiek uda mi się odzyskać to co mieliśmy dawniej. Mimo tych wątpliwości byłem gotowy stawić temu czoło, nie robiłem tego dla siebie, a dla naszej trójki.


- Chciałabym teraz zapalić – mówi chodząc po pokoju.
- To zrozumiałe, w końcu dziś nasz ślub. Denerwujesz się.
- Niepotrzebnie złożyłam ci tę obietnicę – mruczy sprawdzając w lustrze toaletki czy nie ma cieni pod oczami.
- Daj spokój, to tylko kolejna przysięga, poradzimy sobie z tym – wyskakuję z łóżka i wciągam ją do niego z powrotem.
- Tak, tylko w asyście gości, co gorsza nie obędzie się bez gazet – jęczy, kiedy całuję ją w szyję i dekolt.
- Przecież miałaś świadomość, że wychodzisz za ulubieńca prasy – szczerzę się i trącam czubkiem nosa jej mały, lekko zadarty do góry. Patrzę w jej oczy i zastanawiam się czy ta kobieta ma pojęcie jak bardzo ją kocham, jak wiele znaczy dla mnie możliwość spędzania z nią każdej minuty.
- No pewnie ulubieńcu, ale robimy to w cieniu skandalu, a ty jak ci przypominam masz zszarganą opinię.
Pomineła te obrzydliwe rzeczy, które prasa wypisywała na jej temat. Wiedziałem, że brała je do siebie, ale najwidoczniej to próba która nasza miłość musiała przejść.
- Serce nie sługa.
- Co to za mądrości ludowe mi tu wygłaszasz, panie Prevc czas nas nagli – mówiła, ale nie pozwoliłem jej przesunąć się choćby o centymetr – Peter złaź ze mnie i marsz się ubrać.
- Tak jest – podskoczyłem i zasalutowałem przed nią.
Rozstaliśmy się na te dwie godziny, aby ponownie spotkać się już w kościele. Fotoreporterzy stali przed zabytkowym budynkiem katedry św. Mikołaja w Lublanie. Nagłówki gazet w większości były pozytywne, ale nie zabrakło negatywnych wydźwięków, ze względu na rozstanie z Miną i wywiad, którego udzieliła zaraz po tym, gdzie zrównała nas oboje z ziemią. Dziś mieliśmy wejść na nową drogę życia i żałowałem, że towarzyszą temu takie słowa. Jakby nasza miłość była czymś złym. Bogato zdobione wnętrze tej barokowej świątyni przytłoczyło mnie kiedy tylko tam wszedłem. Goście byli już na swoich miejscach, idąc nawą główną w stronę ołtarza widziałem ich uśmiechnięte twarze, pokrzepiające spojrzenia kolegów,  wzruszenie na twarzy rodziców Alicii oraz moich. Cene stanął tuż obok mnie, poklepał po ramieniu i szepnął do ucha słowa otuchy, kiedy czułem że brak mi tchu. Zabawne, że to ja o poranku mówiłem mojej przyszłej żonie, że to nic takiego. Teraz patrząc na ozdobione freskami sklepienie starałem sam siebie do tego przekonać.Ale serce biło mi szybko i czekałem na nią.
Wreszcie weszła, a ja zapomniałem o wszystkim. Biała sukienka na cienkich ramiączkach odsłaniała jej delikatne ramiona. Widziałem, że uśmiecha się pod cienką tkaniną welonu idąc w moim kierunku. Nie miałem wątpliwości, ona także ich nie miała, kiedy składaliśmy sobie przysięgę, wkładaliśmy na palce obrączki, całowaliśmy się już jako małżeństwo. Wydawała się piękniejsza i słodsza niż kiedykolwiek przedtem. Wreszcie miałem przestać się bać, że to jest tylko piękny sen, że ktoś mi ją odbierze. Od tego momentu zostaliśmy związani czymś ważniejszym. Nierozerwalnym.

KONIEC

**
Jejku to koniec. W zasadzie planowałam coś krótszego jak chodzi o to opowiadanie, ale póżniej chciałam poświęcić Peterowi jak najwięcej czasu. Pamiętam jak myśl o tym opowiadaniu, a raczej dodatkowej wersji opowiadania o Alicii przyszła mi do głowy. Właściwie to dzięki waszym komentarzom tak się stało. Żałowaliscie Alicii, a ja miała w głowie myśl o tym, że w zasadzie ta sytuacja jest okrutna bardziej dla niego. To ona wszystko pamiętał i to dobre i to złe. Nagle musiałnauczuć się żyć z tym wszystkiem, czego nie chciał. Wówczas rozważałam pisanie tego na tamtym blogu, jako taki dodatek do głównego opowiadania, którym zawsze będzie tamto.




Chciałabym wam podziękowac za dobre słowa, które dla mnie mieliście przez ten mój czas tutaj. W końcu znaliście zakończenie i mogło was tutaj zabraknąc, ale mimo to mogłam na was liczyć. Dziekuje wam moi drodzy czytelnicy. Tutaj się już z wami żegnam, ale mam jeszcze jedną historię do zakończenia i tam mnie znajdziecie. O ile będziecie chcieli.
Do zobaczenia.
Adieu.

4 komentarze:

  1. Okej, to znowu ja! Już pędzę do tych obiecanych retrospekcji!

    To już pisałaś gdzieś wcześniej, że Alicia miała mu powiedzieć o ciąży. Miała, ale niestety, nie było jej to dane. Krótka chwila nieuwagi, a takie brzemienne skutki. BTW, czy to była jakaś specjalna okazja, czy po prostu romantyczna kolacja we dwoje? Tak czy siak, choć znam tę historię już dość dobrze, nadal rozdziera moje serduszko na maleńkie kawałeczki :<

    Aaa, i to jest ten moment, który z perspektywy Alicii był dla mnie nieco niejasny. Mina przyszła go odwiedzić (chwała Cene, ze pozbycie się fotoreporterów, bo to naprawdę były by kolosalne plotki!), ale Peter odebrał to jako personalny atak, chęć zemsty za porzucenie jej. Cóż, nie postąpił wobec niej fair i mogłaby teraz triumfować z powodu jego nieszczęścia, ale Mina chyba nie jest taką osobą.
    Ale aby jakoś wyładować swoje emocje, Peter schodzi do piwnicy, do pokoju, z którego jest naprawdę dumy. Pokoju, który kryje wszytskie jego sportowe trofea, na ktore pracował latami, które odzwierciedlają kawał jego życia i poświęcony czas oraz energię.
    Które teraz nie znaczą zupełnie nic.
    Są jak śmieci, które można pognieść i wyrzucić, bo jedynie zajmują przestrzeń i myśli. Więc puchary jeden za drugim lądują na ziemi, w kawałkach. Do tego krew, bo w swojej furii, oczywiście nie uważał należycie na odłamki szkła.
    Ale osoba, która schodzi do piwnicy, to nie jest Mina. tylko Alicia. Alicia, która chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, jakie emocje targają Peterem, więc jego widok w takim stanie musi być dla niej szokiem. Nic dziwnego, że traci przytomność.
    A dla Petera jest to jak kubeł zimnej głowy, pomaga mu się ogarnąć i uświadamia, że nie tylko on ma ciężko. Tak czy owak, teraz najważniejsza jest Alicia i dziecko.
    Cene taki badass, lubię to, naprawdę! Jedyny rozsądny, utemperować potrafi starszego brata, o!
    Ach, Peter ogarnij się, bo naprawdę przykro się patrzy. Musisz być silny!

    Ech, rozstania zawsze są trudne, nawet jeżeli są słuszne i konieczne. Ale chyba dobrze, że Peter rozwiązał to w miarę szybko, po co kłamać? Lepiej zacząć z nową, czystą kartą. Zastanawia mnie ta ich pewność, że są sobie przeznaczeni. Ja nie wierzę w miłość o pierwszego wejrzenia i po miesiącu znajomości nie powiedziałabym, że wiem, że to na pewno ta osoba. Ale skoro oni maja taką pewność to pozostaje im życzyć wszystkiego dobrego.

    I Alicia sobie przypomniała, chyba lepszego "nagrody" za pozbieranie się Peter nie mógł dostać. Oboje go dostali, bo dla obojga był to ciężki czas. Wciąż pozostała w Prevcu ta doza niepewności, ale kto mu się dziwi? Grunt, że teraz już wszystko będzie dobrze.

    Z tego wspomnienia ze ślubu, które jest absolutnie cudowne (nie licząc tych mało pochlebnych opinii, ale cóż, tak to jest jak jest się na językach wszytskich, i cały rkaj śledzi każde nasze najmniejsze potknięcie) wyciągnę tylko jeden cytat.
    "Wreszcie miałem przestać się bać, że to jest tylko piękny sen, że ktoś mi ją odbierze. Od tego momentu zostaliśmy związani czymś ważniejszym. Nierozerwalnym."
    Przez krótki czas, piękny sen prysł, jego Alicia zniknęła. Ale przecież połączeni zostali czymś, co sam określił jako "nierozerwalne", nie było możliwości, by do niego nie wróciła. Prędzej czy później. Bo, jak napisałam bardzo dawno temu w swoim pierwszym ff (aczkolwiek nie wiem, czy to nie była parafraza czegoś, niestety nie pamiętam), "Miłość to coś więcej niż tylko uczucie. To więź ponad wszelkie więzi, czar ponad wszelkie czary".

    I na koniec powiem Ci jedną rzecz: dziękuję Ci za to opowiadanie. Obie jego części. Nie będę się nad tym rozwodzić dłużej, chcę tylko, żebyś wiedziała, ze skradło duży kawałek mojego serduszka i na pewno na długo zapadnie mi w pamięć.
    DZIĘKUJĘ!

    PS: No i czekam na kontynuację Martina, tak nawiasem mówiąc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie się zjawiam z komentarzem 😊
    Cudowne, genialne opowiadanie ❤
    Pokazuje, że miłość może przezwyciężyć wszystko na swojej drodze 😊
    Dziękuję za to opowiadanie i życzę weny ! 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Ulżyło mi, wypadek Alicji nie był winą Petera, kilka rozdziałów wcześniej gdy Peter obwiniał siebie o to wszystko zwątpiłam, zastanawiałam się co mogło się tam wydarzyć. Na prawdę mi ulżyło.
    Alicja wreszcie wróciła. Najwyższy czas.
    Cene,jak dobrze, że tam byłeś. Ktoś w tym towarzystwie musiał zachować zimną krew. Już wcześniej próbował dotrzeć do Petera a to nic nie dało. Za to jego obecność, robienie za ochroniarza Alicji wyszło mu nie najgorzej.
    Alicja odzyskuje pamięć, w nieciekawych okolicznościach ale odzyskuje. Znów mogą być razem, razem przywitają na świecie malucha. Szczęśliwe zakończenie. Twoi bohaterowie zasłużyli na nie.
    Dziękuję, za piękną historię, realistycznych bohaterów, prawdziwe emocje <3

    OdpowiedzUsuń